Karykatury partii politycznych
prof. Jerzy Przystawa / 04.12.2002 17:20
W miniony weekend, w Ciechocinku, miała miejsce XV Ogólnopolska Konferencja Samorządowa pod hasłem „Poseł z każdego powiatu”. Z żywej i pełnej wigoru dyskusji, trwającej dwa dni, wiele dowiedzieliśmy się o tym jak przebiegały wybory w różnych miejscach Polski, wyciągaliśmy wnioski i mówili o zadaniach na przyszłość.
W dyskusji wzięli udział goście ze Szwajcarii, a także grupa Czechów z Pragi i Brna. Czesi, podobnie jak i obywatele wszystkich krajów pokomunistycznych, mają identyczne problemy ze swoją elitą polityczną. Wszyscy cierpimy skutki złych, niekorzystnych rozwiązań ustrojowych, z których najważniejszym jest właśnie tzw. ordynacja proporcjonalna. Petr Cibulka z Pragi, w swoim referacie, zwrócił uwagę na fakt, że Ameryka i Wielka Brytania, które cieszą się zdrowym systemem wyborczym – wyborami w jednomandatowych okręgach wyborczych – pokonanym w wojnie wrogom, Niemcom, Japończykom i Włochom, narzuciły system tzw. proporcjonalny. Podobnie postąpiono, po upadku Związku Sowieckiego, z krajami sowieckiego obozu. Czesi może nawet lepiej niż Polacy wiedzą jaki udział w tych przemianach społecznych i politycznych odegrały służby specjalne upadającego imperium i, zdaniem Petra Cibulki, to fachowcy służb specjalnych odegrali kluczową rolę przy wyborze systemu wyborczego dla Czech, Polski, Litwy, Łotwy i innych krajów. Okrągły Stół w Polsce, podobnie jak aksamitna rewolucja w Czechosłowacji zapewnić miały komunistom miękkie lądowanie. Lądowanie komunistów udało się w pełni, czas najwyższy, żeby wreszcie wprowadzić w naszych krajach rozwiązania ustrojowe zapewniające odpowiednie warunki życia i rozwoju zwykłym obywatelom Polski i Czech.
Większość uczestników konferencji stanowili nowi sympatycy Ruchu, dlatego sporo czasu wypadło poświęcić różnego rodzaju nieporozumieniom, związanym zarówno z rolą i znaczeniem jednomandatowych okręgów wyborczych, a także przebiegiem i wynikami ostatnich wyborów.
Typowym nieporozumieniem, które wywołało wiele gorących dyskusji, była sprawa oceny wyników wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła, że aż 1882 stanowiska, a więc przeszło 76%, zdobyli kandydaci, którzy wystąpili w wyborach bez szyldu partyjnego. Szereg uczestników dyskusji kwestionowało bezpartyjność tych kandydatów. Utrzymywali oni, że wielu z tych kandydatów jest jak najbardziej działaczami różnych partii politycznych, którzy po prostu ukryli przynależność partyjną, ale właśnie partie polityczne umożliwiły im zdobycie mandatów, wspierając ich na wszelkie sposoby, przede wszystkim pieniędzmi i dostępem do mediów.
Zastanówmy się przez chwilę jak należy rozumieć wynik wyborów? We Wrocławiu, na przykład, kandydował na prezydenta Władysław Frasyniuk, ogólnopolski szef Unii Wolności. Jednakże w kampanii wyborczej zrezygnował z afiszowania się szyldem swojej partii i kandydował jako przedstawiciel bezpartyjnego komitetu. Co oznacza taka postawa? Jasne jest, że zdawał on sobie sprawę, że gdyby wystąpił pod szyldem partii, to jego szanse wyborcze byłyby jeszcze bardziej mizerne. Jeśli takie jest podejście głównej osoby w partii, to co dopiero mówić o pozostałych?
W moim poprzednim felietonie porównałem wybory wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do meczu, w którym z jednej strony stoją partie polityczne, a z drugiej społeczeństwo polskie, które ma już tych partii powyżej uszu i patrząc na wynik, powiedziałem, że wynik meczu był jak 76 : 24 albo 3 : 1. Kibice piłkarscy wiedzą, że na meczach padają nie tylko bramki strzelone przez przeciwnika, ale także bramki samobójcze. Wszystkie bramki liczy się łącznie. Jeśli w zawodach wyborczych do stanowisk doszli kandydaci partii politycznych poprzebierani za bezpartyjnych, to wynik jest dla bezpartyjnej Polski korzystny. Z jednej strony przyznali oni sami, że aby zdobyć uznanie rodaków, trzeba ukryć swoją przynależność partyjną. Z drugiej strony ci ludzie, mając teraz niezależny mandat wójta, burmistrza czy prezydenta w znacznie mniejszym stopniu niż dotąd będą się liczyć ze swoją centralą partyjną. A oto nam przecież chodzi, kiedy mówimy o samorządzie terytorialnym.
Władysław Frasyniuk przegrał z kretesem i tą porażką tylko potwierdził zejście ze sceny politycznej Unii Wolności. W krajach, w których obowiązuje zasada jednomandatowych okręgów wyborczych, jeśli szef partii przegrywa wybory - to natychmiast podaje się do dymisji. Tak na przykład, po ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii, postąpił - na drugi dzień po ogłoszeniu wyników - szef Partii Konserwatywnej, Geoffrey Howe. „I step down” – usłyszeliśmy – „ustepuję”. Niech ktoś bardziej odpowiedni przejmie przywództwo partii. Tam gdzie wyborcy mają coś do powiedzenia, takie postępowanie jest normą. Inaczej u nas. Szef partii obciera buzię i, jakby to tylko deszcz padał, robi dobrą minę do złej gry, a Frasyniuk, na przykład, zaraz oskarżył wyborców o... antysemityzm! Zamiast niego z partii wystąpił główny guru Unii Wolności Tadeusz Mazowiecki. Albowiem taka jest logika systemu proporcjonalnego: tutaj, zamiast zgodnej z wolą wyborców zmiany kierownictwa i polityki partii, trzeba dokonać rozłamu i założyć nową partię. I tak się, od 13 lat, w Polsce kręci partyjna karuzela, i co drugi przedstawiciel naszej elity politycznej, co drugi rok zmienia partię polityczną, do której należy.
We Wrocławiu wygrał, jak wiemy, p. Rafał Dutkiewicz, występujący pod bezpartyjnym szyldem Komitetu Wyborczego Wyborców Rafała Dutkiewicza. Czy to był sukces jakiejś partii, a jeśli tak - to jakiej? Widzieliśmy jak w jeżdżącej po ekranie telewizora taksówce kandydaturę Rafała Dutkiewicza zachwalał były prezydent Wrocławia, Bogdan Zdrojewski. Pan Zdrojewski jest obecnie posłem Platformy Obywatelskiej. Niedawno jednak był związany, jak Frasyniuk, z Unią Wolności. Natomiast na ogromnych bilbordach p. Dutkiewicza widzieliśmy samego Jarosława Kaczyńskiego zachwalającego kandydata. Kaczyński, jak wiadomo, jest szefem partii o nazwie „Prawo i Sprawiedliwość”, a więc konkurencyjnej w stosunku do Platformy Obywatelskiej. Jakiej więc partii kandydatem był p. Dutkiewicz? Czy można być kandydatem dwóch partii? Jak widać można, ale co to oznacza? Tadeusz Mazowiecki, występując jako gwiazda telewizyjna i sensacja ubiegłego tygodnia, uzasadniając wystąpienie z Unii Wolności, twierdził, że jemu w głowie się po prostu nie mieści, żeby członek jednej partii występował pod szyldem innej! Trochę to święte oburzenie Tadeusza Mazowieckiego wydawało się mało przekonywujące, ale może Tadeusz Mazowiecki, wzorem np. p. Jana Nowaka-Jeziorańskiego, zmierza powoli w stronę jednomandatowych okręgów wyborczych? Kilka tygodni temu, podczas spotkania profesorów Uniwersytetu Wrocławskiego z przedstawicielami Episkopatu Polski, zaskoczył mnie prof. Leon Kieres, Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, który podszedł do mnie i oświadczył, że był przeciwnikiem jednomandatowych okręgów wyborczych, ale teraz widzi, że ich wprowadzenie jest konieczne!
Podczas konferencji w Ciechocinku szereg nowych uczestników Ruchu podnosiło stary postulat, żeby Ruch na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych przekształcić w partię polityczną, wprowadzić do Sejmu swoich posłów i w ten sposób doprowadzić do pożądanej zmiany. Sprawa ta była przedmiotem naszych debat nie jeden już raz i nasze stanowisko jest niezmienne: nie mamy zamiaru i nie chcemy przekształcić się w jakąkolwiek partię polityczną! Naszym celem jest zasadnicza reforma ustrojowa, a nie zdobycie władzy przez naszych sojuszników. Słowo partia pochodzi od słowa „pars”, które oznacza „część”. Nasz postulat jest postulatem dla wszystkich Polaków i jest w interesie wszystkich Polaków, z wyjątkiem, być może, wąskiej grupy ludzi, którzy z obecnego stanu rzeczy czerpią wymierne korzyści. Ruch na rzecz JOW musi pozostać ponad-partyjny, musi przyciągnąć na swoją stronę wszystkich, którym dobro Polski leży na sercu. Tych z prawicy, ale i tych z lewicy, wierzących i niewierzących, zwolenników wstąpienia do Unii Europejskiej, jak i przeciwników takiego kroku. Musimy przyciągnąć wszystkich, którzy chcą, aby Rzeczpospolita Polska była państwem silnym i dobrze rządzonym. Partie polityczne w Polsce są karykaturalne i reprezentujący je politycy zachowują się karykaturalnie, ponieważ takie zachowania generuje i stymuluje zły, karykaturalny system wyborczy. My chcemy zmiany tego stanu rzeczy i w osiągnięciu tego celu nie pomoże przekształcenie się Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w kolejną karykaturę partii politycznej.